    
|
|
dr Nona Kuchina
Dzięki
ciężkiej i żmudnej pracy udało się znaleźć nową drogę do zdrowia
i długowieczności.
Miłość do ludzi, upór w dążeniu do celu to chcę przed
Państwem odkryć. I jeżeli moje recepty przyniosą Państwu ulgę, a
moje preparaty uleczą, będzie to znaczyło, że wszystko co tworzyłam
latami nie poszło
na marne.
Korzystajcie z preparatów "Dr. Nona", przekonajcie
się,
że są skuteczne, nieście je ludziom.
Dr Nona
Nona Kuchina miała 17 lat, kiedy pewnego dnia otrzymała dwie wiadomości:
Pierwsza- została studentką Mińskiego Instytutu Medycyny, druga-
na podstawie badań histologicznych postawiono jej diagnozę: limfosarkoma.
Choroba rozwijała się bardzo szybko, guz rozrastał się w dół
szyi i dusił ją. Lekarze zalecili radioterapię.
Mieli nadzieję, że narośl zmniejszy się, zanim podejmą się operacji.
Mamy nie puszczano do Nony, bo panowała epidemia grypy. Świtało.
Stała w oknie. Po policzkach spływały jej łzy osamotnienia, strachu
i rozpaczy. Za oknem cicho padał śnieg. Zaczęto wozić ją na naświetlania.
Właściwie to na zabieg szła sama, a potem odwozili ją na wózku inwalidzkim.
Mama wiedziała, kiedy ma zabieg i zawsze zdążyła podbiec, pocałować
ją, a potem czekała w chłodzie, na wietrze, aż będą ją wieźć na
wózku.
Zabieg-naświetlanie; zostawała sama w sali o grubych, ciemno-piaskowych
ścianach. Jej wycieńczone ciało przykrywano ołowianym fartuchem
tak, że nie można się było ruszyć. Kiedy zostawała sama na kilka
minut, wydawało jej się, że zapada się w głęboką, czarną otchłań:
śliskie i strome ściany, z których nie mogła się wydostać. Miała
wrażenie, że to się nigdy nie skończy.
Na dodatek lekarze włączyli do leczenia hormony (Dexometazon). Zwlekano
z operacją. Guz zrastał się z tętnicą i nie zmniejszył się po naświetlaniach.
Nie było żadnych szans na całkowite usunięcie nowotworu. Na dodatek
pojawiły się skutki uboczne terapii hormonalnej. Miała opuchnięte
ciało, nabrzmiałą twarz, a na skórze ropiejącą wysypkę, która zasychając
tworzyła twardą skorupę. Wystąpiły zaburzenia pracy serca - tachikardia
(częstoskurcz), trudności w oddychaniu, bóle w kościach i osłabienie.
Jak opowiada Nona Kuchina: "Pamiętam, że miałam wilczy apetyt;
pochłaniałam wszystko; chleb, słodycze, kompoty, a nawet szpitalną
zupę. Czekałam, kiedy przyjdzie moja mama i przyniesie mi coś do
jedzenia. Ale myślałam tylko o tym, kiedy ona pójdzie i będę mogła
wszystko zjeść. Szybko wydoroślałam; codziennie obok mnie umierali
ludzie."
Wieczorem przed operacją wszyscy na oddziale namawiali mnie, abym
obcięła warkocz. A ja powiedziałam "NIE!". Włożyłam w
to słowo całą swoją wolę życia. Mówiłam śmierci: "NIE!".
Rano przyszedł tato i nałożył mi na jedną stopę biały pantofel,
a na drugą czerwony. I powiedział: " Noś je córeczko, aż się
zedrą".
Po prawie sześciu godzinach operacji, wyszedł profesor Kabakow
i powiedział: "To koniec! Uszkodziłem tętnicę, zostało jej
kilka minut życia". Ale Bóg mnie nie opuścił, nie umarłam!
Po tygodniu chemioterapii wyglądałam jak szkielet z czarnymi sińcami
pod oczami i z ogromnym guzem na szyi. Twarz miałam pokrytą ciemnym
meszkiem - skutek leczenia hormonami. Włosy wypadały mi garściami,
a mój wspaniały warkocz był teraz jak mysi ogonek. Z mojego pokoju
zabrano lustro. Choroba nie ustępowała.
I tylko dzięki wspaniałym lekarzom, mojej woli życia, niewyczerpanej
energii i optymizmowi mojej mamy, dzięki modlitwom mojej babci żyję.
A byłam w gościnie u śmierci!"
Produkty "Dr. Nona" to jest
ten skromny podarunek, który Nona Kuchina chce dać ludziom potrzebującym
pomocy! Ludziom, którzy tracą ostatni cień nadziei! Ludziom bezbronnym
i bezradnym w obliczu śmierci! Sama to przeżyła! i z pomocą takich
jak ona, nieobojętnych ludzi, stworzyła te produkty.

|
Zapraszamy do Studia Zdrowia
i Urody Nefretete
www.nefretete.biz
telefon:
(012) 415-80-99
|